HISTORIA OLGI SEMENOWICZ
Kilka dobrych lat temu dotarł do nas list Mieczysława Somogyi, który uzupełniał widzę na temat Olgi Semenowicz. Publikujemy list w całości, podobnie jak niezwykłą historię lekarki z Nowego Sącza.
Szanowna Redakcjo!

Zachęcony Waszym artykułem dotyczącym sądeckiego Getta („Sądeczanin” z 2012 r.) pozwalam sobie dodać garść informacji tytułem uzupełnienia. Otóż znana mi jest historia żony dr Mieczysława Semenowicza i Pani Junakowej. „Obydwie były ochrzczone”. Nie umiem nic powiedzieć na temat Tej Drugiej, ale dziadkowie Olgi Semenowiczowej d/d Hanower byli już ochrzczeni, czyli Olga Semenowicz była Katoliczką w trzecim pokoleniu. Niestety nazistowska żądza „czystości rasy” sięgała do trzech pokoleń wstecz (synowie Mieczysława i Olgi Semenowiczów, Zbigniew i Adam, nie byli w żaden sposób przez Niemców prześladowane). Tak czy inaczej – Olga Semenowicz trafiła do sądeckiego Getta.
Dzięki Waszej redakcji dowiedziałem się, że za ucieczką Pań Semenowiczowej i Junakowej krył się ksiądz Karuga. Nie znałem wcześniej Jego nazwiska, stąd dziękuję. Będę mógł Go również umieścić w mojej modlitwie za zmarłych.
Olga Semenowicz miała również swoją fotografię zrobioną w Gettcie. Tę poniżej…
Kolejną zrobiło Gestapo po jej śmierci, ale o tym za chwilę. I nie pokażę jej ze względu na jej drastyczność.
Ucieczka została zaaranżowana dosłownie w ostatniej sekundzie. Dorożka, która miała obie kobiety wywieźć z Nowego Sącza na plebanię w… Nawojowej? Łabowej? – nie jestem pewien. Może jeszcze gdzie indziej, ale w tamtych okolicach. Tak czy inaczej: dorożkarz dowiózł uciekinierki jak w okolice Zawady i powiedział: „Wiem, że jesteście żydówkami [nie sądzę, by w swej pogardzie użył wielkiej litery] i teraz jadę na Gestapo”. Nie wiem, jak nazywał się ów dorożkarz, pokazywano mi jego syna – duży, gruby gość z wąsem.
Tylko tyle zapamiętałem z opowieści jako dziecko…

Kiedy uciekinierki dotarły w pobliże plebanii, w której miały znaleźć schronienie – był tam już „kocioł”. Olga Semenowicz, nie wytrzymawszy napięcia, połknęła truciznę… Została pochowana w prawym, bardzo narożnym i mrocznym rogu cmentarza w Łabowej, w miejscu gdzie zwykle chowa się samobójców…
Fotografię nr 4 Gestapo przyniosło dr Semenowiczowi do identyfikacji. Twarz z uśmiechem śmierci, z wybitymi zębami, z oczami wyżartymi przez mrówki… Nie sądzę, by którykolwiek z Czytelników Sądeczanina pragnął to zdjęcie zobaczyć…
Jeśli chodzi o inż. Junaka i Jego żonę, sprawa jest dla mnie nie do końca wypełniona faktograficznie. Prawdopodobnie Pani Junakowa przeżyła, bowiem Mieczysław Semenowicz otrzymał od inż. Junaka jakieś pamiątki po żonie, opowieści, ale były to jedynie jakieś strzępki, niedopowiedzenia…
I teraz drobna dygresja, nie do końca sprawdzona: wydaje mi się, że Państwo Junakowie mieli dom (wraz z sadem jabłoniowym – szczegół niezwykle w tej historii istotny) gdzieś między drewnianym mostem helleńskim a ujściem Kamienicy. I ktoś kradł w tym sadzie jabłka. Mógł by to być nocny stróż, mogli to być jacyś sądeccy młodociani. Tak czy inaczej – złapany/ni przez inż. Junaka, który spuścił im „manto”, powiedzieli: „Aha, ale wiemy, że ukrywasz tę Żydówkę, więc cię urządzimy!!!…”
Mieczysław Semenowicz szedł właśnie, żeby spotkać się ze wspóbratymcem (takie słowo powinno obowiązkowo znaleźć się w naszym języku!!!) w okolicach rocznicy śmierci swej żony, gdy na drugiej strony ulicy zobaczył, jak Gestapo prowadzi inż. Junaka, jego Żonę i Służąca drugą stroną ulicy…
Następnego dnia cała trójka zawisła na bramie więzienia przy Pijarskiej.
Zdarzyło się…



