ONEG SZABAT – cheder na papierze (cz. 11)

Na temat warszawskiego getta napisano już wiele. Temat jednak wciąż powraca przy okazji nowych publikacji, pogłębiając naszą wiedzę o miejscu i ludziach, którym przyszło w nim żyć i umierać.
Jedną z takich nowości jest „Radość Soboty. Archiwum życia i śmierci”, książka Marty Grzywacz, znanej czytelnikom z takich pozycji jak: „Obrońca skarbów. Karol Estreicher w poszukiwaniu zagrabionych dzieł sztuki”, „Blizny” i inne. Tym razem autorka zajęła się fenomenem jakim była tajna organizacja „Oneg Szabat”, działająca na terenie warszawskiej zamkniętej dzielnicy żydowskiej od jesieni 1940 r. Na jej czele stał, związany również z Nowym Sączem, Emanuel Ringelblum. Organizacja liczyła kilkadziesiąt osób. Znamy tylko nielicznych (np. Rachela Auerbach, Hersz Wasser, Bluma Wasser). Zagładę przeżyły tylko trzy osoby.
Warszawskie getto było piekłem, w którym śmierć każdego dnia zbierała swoje żniwo. W samym centrum toczącej się zagłady narodziła się jedna z najważniejszych i najbardziej heroicznych inicjatyw, dokumentujących unicestwienie Żydów. Powstała z potrzeby chwili oraz rozgrywających się wokół wydarzeń. Organizacja wyznaczyła sobie za cel zebranie wszelkiej możliwej do zarchiwizowania dokumentacji stanowiącej dowód w rozpoczynającej się właśnie Zagładzie. Powstałe w ten sposób archiwum stało się kroniką życia codziennego, a zarazem symbolem oporu i woli przetrwania ze strony Żydów, zaś spisywane relacje i zbierane dokumenty krzykiem umierającego za murami getta świata. Dzięki determinacji Ringelbluma oraz jego najbliższych współpracowników zebrany materiał przetrwał wojnę i został odnaleziony w 1946 oraz 1950 r. Dokumenty okazały się być największym i najpełniejszym zapisem życia oraz zagłady Żydów. W 1999 r. archiwum nazwane od nazwiska „Archiwum Ringelbluma” zostało wpisane na listę UNESCO „Pamięć Świata”, które obejmuje najcenniejsze zabytki światowego piśmiennictwa.
Kompozycja książki pozwala na połączenie warstwy faktograficznej niezbędnej do zrozumienia doniosłości wydarzeń z pewną narracyjną emocjonalnością, czasem wręcz intensywnością. Dzieje Oneg Szabat stanowią serce całej publikacji, ale są też punktem wyjścia do szerszych rozważań. Grzywacz, co do zasady, rekonstruuje chronologicznie działanie i organizację grup. Wychodzi jednak od tego, w jakich warunkach przyszło im pracować i jakie cele im przyświecały a także ile musiano włożyć wysiłku by praca ich nie została zdekonspirowana.
Szczególną wartością książki jest charakterystyka współpracowników Ringelbluma. Grzywacz ukazuje ich już nie jako anonimowych bohaterów, ale jako osoby z krwi i kości. Przekłada się to zresztą na warstwę narracyjną. Jako czytelnicy jesteśmy przecież konfrontowani z towarzyszącymi członkom Oneg Szabat wątpliwościami, lękami i osobistymi tragediami, ale również wątpliwościami czy to ma sens w obliczy powszechnej zagłady?
Lektura ta to nie tylko książka. To także krzyk pamięci przebijający się gruzowisko pamięci. To reportaż boleśnie prawdziwy, poruszający a przy tym świetnie udokumentowany źródłowo. Niczego nie omija, nawet tego co najbardziej haniebne. Trudno jednak ukryć, że nie jest to pozycja przyjemna ani tym bardziej łatwa. „Radość Soboty. Archiwum życia i śmierci” w wielu momentach zwyczajnie boli, chwyta za gardło i ściska, jednak bardzo polecam tę lekturę.