WOJENNE LOVE STORY – okupacyjne losy Jagiellońskiej 28
Pięknie wyremontowana kamienica pod adresem Jagiellońska 28 wreszcie przestała straszyć przechodniów. Renowacja jej fasady to doskonała okazja do przypomnienia jej historii oraz ludzi, którzy niegdyś zamieszkiwali ten budynek.
Tragiczne są losy przedwojennych mieszkańców kamienicy. Lokatorzy Jagiellońskiej 28 doświadczyli brutalnie okrucieństw i zbrodni niemieckich. To także piękne historie miłości, zdrady i bohaterstwa.
Ci, którzy zostali na miejscu, a szczególnie Żydzi spotkali się z niewyobrażalnym okrucieństwem. Krawiec Herman Niederman zginął straszną śmiercią, którą odnotował Albin Kac z przekazów ocalałych z Zagłady: straszliwie wygłodzony, znalazł się w pobliżu jakiejś gestapowskiej kuchni, gdzie porwał gotowane jajko i połknął. Zauważył to gestapowiec i zmusił go do połknięcia pozostałej dużej ilości gotowanych jaj. Ku uciesze gestapowca nieszczęsny Niderman krztusił się gotowanymi jajkami, aż się udławił na śmierć.
W czasie okupacji niemieckiej powołano na członka Judenratu Leona Goldbergera, zegarmistrza i przedwojennego radnego. Już przed II wojną światową córka Leona – nazywana Heleną – słynęła z wyjątkowej urody, a kochali się w niej młodzi Sądeczanie, bez względu na religię. Miała piękne falowane blond włosy. Jednemu ze znanych sądeckich złotników dziewczyna odwzajemniła uczucie. Kiedy wybuchła wojna – Hela wpadła w oko także Hamannowi, szefowi niemieckiej policji. W tym czasie miała zajść w ciąże ze swoim polskim wybrankiem, który chroniąc dziewczynę wywiózł ją przed psychopatycznym Niemcem do getta w Krakowie. Hamann wpadł w szał. W 1941 r. na cmentarzu żydowskim zamordował starego Goldberga. Młody złotnik ukrywał się po okolicznych wsiach, a Hamann bezskutecznie szukał dziewczyny w Krakowie. Tamtejsze getto zostało zlikwidowane, a wraz z nim zabito piękność z Jagiellońskiej 28 wraz z małym dzieckiem. Los nie oszczędził złotnika – pod koniec wojny dorwany przez Polaków – jedni mówią, że partyzantów, inni, że „bandę” – został zamordowany w okolicy Janczowej, w dzisiejszej gminie Korzenna. Tragiczna historia.
W mieście „gdzie każdy wie o każdym” oczywiście ktoś podzielił się informacją z Niemcami o żydowskim pochodzeniu Olgi Semenowicz, żony dentysty. Okupanci umieścili kobietę w getcie. Dzięki pomocy zorganizowanej przez o. Karugę niemal udało się ocalić Olgę. Niestety, również i za gettem nie brakowało donosicieli. Semenowiczowa została zamordowana przez Niemców lub popełniła samobójstwo w obliczu nieuchronnej śmierci. Zachował się jej portret malowany ręką samego Bolesława Barbackiego oraz zdjęcie z getta. Poniżej można zobaczyć Olgę i Mieczysława malowanych ręką mistrza sądeckiego malarstwa. Semenowicz zmarł w 1965 r.


Część żydowskich lokatorów w obliczu wojny uciekła na wschód, a ich losy różnie się potoczyły. Po wybuchu wojny adwokacka rodzina Syropów udała się do Sambora. Stamtąd Ruta i jej rodzicie – prawnik Hersz i Zofia Syropowie – prawdopodobnie w 1942 r. zostali zabrani do obozu koncentracyjnego lub zagłady i zamordowani przez Niemców. W 1941 r. Ukraińcy zamordowali Rafała Syropa. W archiwum Yad Vashem zachowało się zdjęcie Zofii i uśmiechniętego Rafała. Wojnę przeżył Adam Teodor Syrop, który zmarł w 1987 r. w Nowym Jorku. Zginęli m.in. członkowie rodziny Nebenzahlów zamieszkujących dom przy Jagiellońskiej 28 – na zdjęciu obok Eliasz Nebenzahl.
Równie ciekawie potoczyły się losy Karola Brina. Jego studia w Krakowie przerwała wojna – uciekł na wschód. Postawiony pod sąd, za odmowę przyjęcia radzieckiego obywatelstwa, został skazany na zesłanie. Po wojnie wraz z rodziną ocaloną z Holokaustu zamieszkał we Wrocławiu, gdzie studiował weterynarię. W 1950 r. wyjechał do Berna, gdzie kontynuował naukę, a potem pracował na uniwersytecie. Uzyskał stopień doktora. Pod koniec lat 50. zamieszkał w Kanadzie, wykładał na słynnym Uniwersytecie McGill. Następnie, w 1962 r., został zaproszony przez rząd Jej Królewskiej Mości do Wielkiej Brytanii, gdzie prowadzał swoje naukowe badania. Autor wielu publikacji, szczególnie dotyczących przenoszenia chorób przez bydło.

W czasie II wojny światowej, w najmroczniejszej części dziejów tego domu, ulokowano w nim siedzibę urzędu pracy – Arbeitsamtu, przeniesioną z ul. Konarskiego 6. Ta zbrodnicza instytucja zajmowała się „znajdowaniem pracy” dla Polaków, a do likwidacji getta w 1942 r. istniał w niej także referat dla Żydów – Judeneinsatz (kierownikiem był Hans Svoboda). Do 1941 r. Arbeitsamtem zarządzał Helmut Bräunlich, przeniesiony z Sącza do Lwowa. W latach 1941-1944 kierował urzędem baron von Ropp. Pod koniec wojny jego prace nadzorował Andreas Urbaniak, syn polskiego górnika z Nadrenii. Oczywiście działania niemieckich urzędników zmierzały do niewolniczego wykorzystywania pracy polskich obywateli, jednak karta pracy, tzw. Arbeikarta chroniła przed wywózką do obozu. Stąd wielu ludziom mógł pomóc. Dlatego też niektórzy pracownicy urzędu współpracowali z konspiracją. Za taką działalność zginęli Adam Kmieć i Fetter oraz wielu innych. Działalność tejże instytucji to temat na osobny, długi artykuł.
W 1945 r. przy Jagiellońskiej 18 mieścił się Delegat Ludności ukraińskiej do spraw ewakuacji, a od 1946 r. Ukraińska Delegacja Repatriacyjna. Tak wojenna historia kamienicy dobiegła końca. Dziś pisze się już współczesna.


